Stosunek Polaków do reklamy, czyli od miłości do nienawiści jeden krok

STOSUNEK POLAKÓW DO REKLAMY, CZYLI OD MIŁOŚCI DO NIENAWIŚCI JEDEN KROK


“Efekt uboczny, bo znikają boczki”, “bielsze nie będzie”, czy “urocze wkładki higieniczne” to nasza subiektywna lista sloganów reklamowych, na których dźwięk dostajemy drgawek. I nie chodzi tu już o to, ile razy pojawiają się one w ciągu jednego filmu czy serialu (chociaż, to też nie poprawia ich sytuacji), ale poziomu! Czy w niedzielę, kiedy jak większość społeczeństwa zasiadamy wraz z rodziną do obiadu, musimy na wstępie być torpedowani wizją wzdęć, biegunek czy niestrawności? Nie zaczęliśmy jeszcze jeść, a z TV już wieje grozą i groźbą gazów, uczucia pełności i mdłości – brakuje jeszcze, tylko aby po ich emisji pojawia się plansza z napisem “a teraz życzymy smacznego”! Czy tak to powinno wyglądać? Bo według słownika PWN reklama to „działanie mające na celu zachęcenie potencjalnych klientów do zakupu konkretnych towarów lub do skorzystania z określonych usług”. Hmm… nas to nie zachęca, 73%* Polaków też nie. Co w takim razie idzie nie tak, że nie lubimy reklam (86%*) i unikamy ich, jak tylko się da?

Powodów jest kilka. Bardzo niski poziom, a mówiąc bardziej dosadnie bijąca od nich nieograniczona głupota czy też genialne wyczucie chwili sprawiające, że pojawiają się zawsze w kulminacyjnym momencie filmu, ukazuje nam wierzchołek góry lodowej, czyli sytuację, w której zaczynamy czuć lekkie rozdrażnienie. Gdy dorzucimy do tego jeszcze dezinformację, jaką wprowadzają oraz brak jakiegokolwiek targetowania – a co tam – najpierw suplement na prostatę, za moment super chłonne tampony, a na koniec promocja na ogórki kiszone – wyłania nam się prawdziwy lodowiec, na którego widok  dostajemy dreszczy i przeczucia, że ten produkt na pewno nie znajdzie się w naszym koszyku.

Oczywiście zdarzają się przypadki, kiedy spot jest naprawdę dobry i oglądamy go z czystą przyjemnością, a w codziennej komunikacji wplatamy slogany z niego jak to miało miejsce ze świstakiem “siedzącym i zawijającym […] w sreberka” (Milka, 2006) czy też serią reklam trunku niskoprocentowego udowadniającego, że „Prawie, robi wielką różnicę” (Żywiec, 2005)? 🙂

Ale jak mawiał klasyk, wyjątek potwierdza regułę i jedynie naprawdę wysokiej jakości treści mają szansę stać się kultowymi, reszta zostanie przez nas niezauważona lub jak w przypadku 81% Polaków będzie odbierana jako drażniąca, lub denerwująca. I nie ma się co dziwić, wystarczy, że spojrzymy na listę branż, które najwięcej wydają na reklamę, czyli: koncerny farmaceutyczne, firmy z sektora handlowego oraz finansowego. Według wyliczeń Domu Mediowego Starcom** w pierwszym kwartale 2018 roku, w sumie wydały one 832,6 mln zł na promocję w mediach. A należy pamiętać, że wydatki tego rodzaju z roku na rok są coraz większe i w porównaniu z 2017 r. w przypadku Internetu wzrosły o 11,2%, a telewizji 9,6%!

Wyjaśnia to, skąd w trakcie pory obiadowej “zalewa” nas cała masa reklam cudownych lekarstw uleczających ze wszystkich dolegliwości tego świata, a wieczorem mix proszków do prania, kont bankowych oraz produktów spożywczych.

Suplementy, pożyczki i parówki

Do tego dodajmy jeszcze suplementy diety, w ogóle nieoprocentowane pożyczki oraz świeżo, przecenione banany i możemy zasiąść wygodnie w ulubionym fotelu, aby z uwagą podziwiać kunszt speców od marketingu uważających, że reklama “jest dla idiotów”. Którzy z pełną premedytacją będą nas raczyć, swoimi działami przeplatając co jakiś czas filmem bądź serialem, abyśmy mieli chwilę wytchnienia przed kolejną dawką rzetelnych informacji.

Co jednak dziwne, gdy zaczyna się “główna część programu” i pojawia się plansza z napisem “REKLAMA”, nagle 20%* z nas opuszcza zajętą wcześniej pozycję i wychodzi z pokoju, a 38%* przełącza na inny kanał lub w ogóle przestaje oglądać TV. Czyżbyśmy się jednak nie wpisywali w podejście “Polak wszystko kupi”?

Adblocki, dekodery, piloty, czyli tajna broń naszego społeczeństwa

To, jaki stosunek do reklamy mają Polacy, doskonale także widać w Internecie. Według raportu przeprowadzonego przez OnAudience.com*** 46% wszystkich banerów, billboardów, buttonów, boxów, itp. wyświetlanych na portalach internetowych blokowana jest przez różnego rodzaju oprogramowania typu adblock. W tym zakresie możemy pochwalić się tytułem lidera, zostawiając w tyle Grecję (44%) czy Norwegię (42%). Co jednak zrobić z reklamą telewizyjną, która tak łatwo nie daje się poskromić?

Możliwości jest kilka, natomiast żadne dostępne obecnie rozwiązanie nie jest doskonałe. Niektórzy do tego celu wykorzystują dekodery z funkcją nagrywania, inni korzystają z platform udostępniających filmy na życzenie, a część w obliczu całkowitej bezradności i irytacji – rezygnuje z telewizora, zastępując go komputerem i treściami VOD. Jednak zdecydowana większość z nas w dalszym ciągu w momencie pojawienia się bloku reklamowego idzie zrobić sobie herbatę, wychodzi z psem na spacer, czy bierze szybki prysznic. A gdy wykona już te wszystkie czynności, korzystając z poprzednich przerw – teraz z pilotem w ręku przeskakuje z kanału na kanał, wypatrując z nadzieją stacji, która w tym samym czasie nie będzie  przypominać o problemach gastrycznych, zaletach tego jedynego, słusznego proszku do prania czy niepowtarzalnej i prawie darmowej ofercie operatora komórkowego.

Brawo Wy! I chwała dla tego, kto znajdzie rozwiązanie idealne 😉

*Badanie Nudzą, drażnią, dezinformują – Polacy o reklamach, CBOS, Warszawa, luty 2011
** https://www.forbes.pl/biznes/rynek-reklamy-w-i-kwartale-2018-r-wydatki/w91lgzv
*** https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/blokowanie-reklam-w-internecie-adblock-polacy-liderami-na-swiecie